Dzień zawodów. Budzisz się, lekki stresik, ale będzie dobrze. Pakujesz graty do samochodu, na telefonie sprawdzasz raz jeszcze pogodę na dzisiaj – wydaje się, że smar dobrany doskonale (dbaj o środowisko i nie używaj fluorów). W drogę.

 

Dojeżdżasz do ośrodka, w którym odbywają się zawody. Szukasz biura organizatora. Numer odebrany. Start za półtorej godziny. Szybkie oglądanie trasy. Jedziesz dwa razy, no bo lepiej znać ją na pamięć. Rozgrzewka, dziesięć minut do startu, a Ty… pełne portki (a w zasadzie to guma), panika. Po co to robię?! To nie mój dzień. Może się wycofam? Ci przede mną to straszne konie, nie ma szans na wynik.

 

Prawda jest taka, że na pewno przynajmniej raz przez to przechodziłeś albo nadal przechodzisz, a jeżeli nie to wszystko jeszcze jest przed Tobą 😉. Stres przed zawodami to norma na pewnym etapie „kariery”.

 

Mam dla Ciebie dobrą wiadomość, da się tego pozbyć i sprawić, aby „czasówka” była naprawdę miłym przeżyciem. I nie ma tu różnicy czy startujesz w zawodach amatorskich, FIS czy regionalnych SITN. Poniższe zasady sprawdzą się przy każdej okazji.

 

 

Drużyna

Uwierz lub nie, ale największej pewności siebie dodaje „Twoja” ekipa na starcie. Rozładowanie atmosfery, kilka żartów z kolegami, wspólne oglądanie trasy i w zasadzie czujesz się jak na treningu. Pełen relaks.

 

A wszystko dzięki temu, że wokół siebie widzisz znajome twarze. Oczywiście nie jest to gwarancja życiowego wyniku, ale nogi już nie sztywnieją i powraca myśl „chcę spuścić baty temu i tamtemu”.

 

No i masz kogoś kto zwiezie Tobie kurtkę na metę, a to wiele ułatwia w mroźny dzień.

 

Traktuj trening jak zawody

To była dewiza Trenera Kazimierza Mazura – legendy KS Śnieżka Karpacz, który wychował m.in. Marka „Rafała” Malisona, Bartka Kwieka, Bartka Srokę oraz mnie 😉

Wszyscy jego podopieczni wiedzieli, że do treningu podchodzi się na poważnie.

 

Każdy przejazd należało traktować, jakby to był ten „mierzony”. Kazik nawet kazał ubierać się tak, jakbyś jechał po złoto. „Skoro startujesz w gumie, to trenuj w gumie.” Chodziło mu o to, aby odczucia z zawodów przenosić 1:1 na trening.

 

Jeżeli jesteś przyzwyczajony do jazdy w bluzie, kurtce i grubych spodniach, a na zawody ubierzesz się w samą gumę, to w najlepszym wypadku będziesz odczuwać lekki dyskomfort. Wariant skrajny, to zamiana w sopel na starcie i jazda jak pokraka, bo muskuły nie będą trzymały ciepła.

 

Nie jest rozsądnym, abyś nowe odczucia serwował sobie dopiero na zawodach, bo nie wróży to dobrze.

 

 

Nie traktuj zawodów jak treningu

Wiele razy to widziałem. „Hej, mam 2 godziny do startu, zjadę jeszcze z 8-10 razy i spotkamy się na starcie”. Niestety nie tędy droga.

 

Na godzinę przed maturą z j. polskiego nie dokonujesz w ramach rozgrzewki interpretacji dramatu Sławomira Mrożka „Śmierć porucznika”, w której określając sytuację dramatyczną odpowiadasz na pytanie, jaką rolę odgrywają w tekście nawiązania do twórczości Adama Mickiewicza i tradycji literackiej romantyzmu.

 

Jeżeli Twoją rozgrzewką ma być dwugodzinna jazda na nartach, to gwarantuję, że ten dzień nie będzie Twój. W mierzonym przejeździe musisz dać z siebie wszystko, a żeby to osiągnąć musisz być w miarę wypoczęty.

 

Przygotuj sobie plan dnia

  1. odbiór numeru,
  2. oglądanie trasy,
  3. przejazdy rozgrzewkowe (2-3, a nie 23),
  4. rozgrzewka na starcie (musisz być odpowiednio wcześniej, żeby zająć miejsce, a czekając na start mięśnie stygną, patrz wskazówki dotyczące gumy),
  5. dzida!

 

Zawody to nie trening, nie liczy się ilość przejazdów. I tak maksymalnie możesz zrobić dwa…

 

 

Powtarzalność, głupcze!

W świecie narciarstwa mówi się tak. Na treningu szukasz jak najbardziej powtarzalnych przejazdów. Super, gdy odchyły czasowe pomiędzy poszczególnymi treningowymi przejazdami mieszczą się w 5-10%.

 

Na zawodach będzie świetnie, jeżeli pojedziesz 80% swoich możliwości treningowych, a oba czasy będą do siebie zbliżone. Wyjątkiem od tej reguły jest sytuacja, kiedy w pierwszym przejeździe zwiedzasz cały stok i jesteś pod koniec pierwszej 15.

 

Są też tacy jak Marek vel. Rafał M., który jeździ 110% tego co na treningu, a na treningu 120% swoich możliwości, ale to już temat na inny wpis 😉

 

Jednym słowem liczy się „powtarzalność”. Dlatego też w trakcie przejazdów po medal nie kombinuj – jedź swoje jak to mawiają. Nie wymyślaj, że zmienisz technikę startu z bramki startowej, że inaczej będziesz się odpychał, że pojedziesz ciaśniejszą linią niż zazwyczaj itd.

 

Nie po to przez pół sezonu trenowałeś jedno, żeby w chwili próby robić co innego. Zawody to nie miejsce i czas na takie eksperymenty.

 

 

Myśl i bądź skoncentrowany

Narciarstwo alpejskie, to nie są szachy, ale nie możesz na starcie myśleć o niebieskich migdałach czy d…ie Maryni. Przypomnij sobie przetrenowane elementy, skoncentruj się na trasie i nie słuchaj tego co mówią inni. Każdy udziela rad ze swojej perspektywy. Naprawdę wolisz zaufać komuś kogo widzisz pierwszy?

 

Trenuj

To zabrzmi jak banał, ale prawda jest okrutna. Trening na nartach to jedno, ale formę robi się latem. Kiedy inni zaraz po nieudanym programie „100 dni do bikini” zaczynają we wrześniu program „Schudnij z nami na sylwestra”, Ty konsekwentnie trenujesz przez cały czas. Wzmacniasz stawy, poprawiasz koordynację i budujesz masę mięśniową.

 

Stres nie zaskoczy Cię w trakcie zawodów, gdy będziesz czuć się „mocny”. Pamiętam taki sezon, gdy bardzo dużo czasu poświęciłem na przygotowanie fizyczne. Gdy stanąłem jesienią na nartach, żadna dziura, oblodzenie, przełamanie terenu nie były mi straszne. Mocne przygotowanie fizyczne przełożyło się na dobrą jazdę na bramkach. W trakcie pierwszego startu czułem się pewnie. W głowie nie było myśli „jak przeżyć” ten przejazd, ale gdzie urwać jeszcze parę setnych.

 

Jak widzisz, pozbycie się stresu na starcie to wypadkowa wielu czynników. Z drugiej strony są też tacy co lubią ten dreszczyk emocji i uczucie strachu 😉 (a czasem nawet parcie na pęcherz). Wybór należy do Ciebie, a pierwsze starty już w grudniu.

 

Jędrek