Kiedy zaczynałem swoją służbę w GOPR, a było to jakiś trzydzieści lat temu, jeździliśmy na „prostych”  nartach o długości ok. 200 cm i z wiązaniami, które w porównaniu z dzisiejszymi odstawały znacznie pod względem bezpieczeństwa.

 

Mimo to obecnie ilość wypadków na stokach narciarskich wcale nie zmalała, a wręcz znacznie wzrosła.

 

W tamtym czasie w ośrodkach typu Zieleniec w dzień weekendowy lub feryjny cztery, pięć wypadków to było sporo, w chwili obecnej ta liczba wzrosła do piętnastu-dwudziestu w ciągu dnia.

 

W czasie, kiedy jeździliśmy na prostych nartach ok 95% wypadków to były złamania podudzia. Obecnie takie kontuzje to niezwykła rzadkość, a wypadki są znacznie bardziej groźne w skutkach.

 

Najwięcej jest urazów kolan, które to znacznie są trudniejsze do rehabilitacji niż złamania. Zdarzają się również ciężkie urazy głowy, kręgosłupa , miednicy, narządów wewnętrznych, a także wypadki śmiertelne.

 

Co się zmieniło?

Wg danych FIS wypadkowość wśród zarejestrowanych zawodników to ok. 50%. Otóż przyczyn jest kilka:

 

  • Narty carvingowe oraz technika jazdy na nich sprawiła, że jeździmy znacznie szybciej, a także potrzebujemy więcej miejsca na stoku.
  • Narciarstwo stało się popularnym i łatwiej dostępnym sportem, coraz więcej osób je uprawia, a nie wszyscy się do takich wyjazdów przygotowują.
  • Zimy się zmieniły. Śniegu jest jak na lekarstwo więc rację bytu mają tylko te ośrodki narciarskie, które posiadają wydajne systemy naśnieżania. Co za tym idzie jeździmy głównie po sztucznym śniegu, który jest znacznie „szybszy” i znacznie twardszy od tego, który niewielu z nas pamięta, ponadto gromadzimy się w kilku ośrodkach narciarskich, które ten śnieg mają co powoduje, że na ograniczonej powierzchni jest po prostu ciasno.

 

Wniosek jest taki, że każdy narciarz regularnie jeżdżący na nartach przynajmniej raz w sezonie będzie świadkiem wypadku. I co w tedy począć?

 

Zgodnie z ustawą o ratownictwie każdy ma obowiązek udzielenia pomocy osobie poszkodowanej, a jej nieudzielenie jest karalne z wyjątkiem sytuacji zagrażającej życiu lub zdrowiu ratownika.

 

Jesteś świadkiem wypadku i co dalej?

Przede wszystkim zatrzymaj się, podjedź do osoby poszkodowanej i sprawdź co się stało , wezwij wykwalifikowaną pomoc i zabezpiecz poszkodowanego do czasu przyjazdu ratowników. Sprawdź i zapamiętaj (a najlepiej zapisz) dokładną godzinę.

 

Musimy ocenić czy miejsce wypadku jest dla nas bezpieczne. Jeżeli tak to sprawdzamy czy osoba poszkodowana jest przytomna. Czy odpowiada na proste pytanie „Halo, co się stało, czy potrzebujesz pomocy?

 

Jeżeli odpowiada twierdząco to znaczy ze jest przytomna i po pierwsze należy zabezpieczyć miejsce wypadku, aby osoby jadące z góry nie stanowiły zagrożenia dla ratowników oraz osoby poszkodowanej.

 

Najprościej jest wbić około 10-20 metrów powyżej narty skrzyżowane, jeżeli śnieg na to pozwala, jeżeli nie to można je w podobny sposób położyć na śniegu.

 

Po zebraniu krótkiego wywiadu od poszkodowanego, co go boli i jak doszło do urazu wzywamy wykwalifikowaną pomoc i zostajemy z poszkodowanym do momentu przyjazdu ratowników.

 

 

Pomóż poszkodowanemu

W zależności od pozycji w jakiej zastaliśmy poszkodowanego możemy mu ograniczyć dyskomfort (jeżeli nam na to pozwoli) odpinając delikatnie narty oraz pomagając przyjąć wygodniejszą pozycję, sprawiającą mniej bólu. Jeżeli jest potrzeba zabezpieczamy go przed zsunięciem się w dół stromego stoku np. podkopując w śniegu półkę.

 

Jeśli mamy możliwość dobrze jest zabezpieczyć poszkodowanego przed wychłodzeniem. W tym celu najlepiej sprawdzi się folia NRC. Warto ją posiadać w górach w kieszeni kurtki nawet gdy nie mamy apteczki. Zajmuje mało miejsca, a przyda się w wielu sytuacjach. Na przykład, gdy na dłużej stanie kolej krzesełkowa lub gdy czekamy na zawodach na start, a pogoda nie rozpieszcza (dobra i tania alternatywa dla płaszcza).

 

Jeżeli osoba poszkodowana jest nieprzytomna należy samemu lub przy pomocy innych świadków zabezpieczyć miejsce wypadku ( w sposób opisany powyżej), a następnie sprawdzić czy poszkodowany oddycha.

 

Po lekkim odchyleniu głowy do tyłu za żuchwę sprawdzamy oddech na zasadzie (widzę słyszę, czuję) pochylając się nad ustami i nosem poszkodowanego próbujemy usłyszeć oddech oraz poczuć go na własnym policzku obserwując jednocześnie klatkę piersiową czy się unosi.

 

Jeżeli wyczuwamy oddech to zabezpieczamy poszkodowanego przed jego ewentualną utratą pozostawiając go w tzw. pozycji bocznej bezpiecznej i wzywamy pomoc pozostając na miejscu do momentu przyjazdu ratowników oraz w tym czasie co kilka minut sprawdzając ponownie oddech.

 

RKO czyli Resuscytacja krążeniowo-oddechowa

Jeżeli nie wyczuwamy oddechu to po pierwsze wzywamy pomoc wykwalifikowaną oraz próbujemy zapewnić sobie pomoc innych świadków. Jeżeli jesteśmy sami to najpierw wzywamy pomoc, a następnie przystępujemy do czynności RKO.

 

Jeżeli są inne osoby to sami przystępujemy do RKO, a wyznaczamy inną osobę do wezwania pomocy. Osoba niewykwalifikowana w udzielaniu pierwszej pomocy nie ma obowiązku sprawdzania tętna. Ponieważ jeżeli nie ma oddechu to nie ma tętna lub też za chwile zaniknie.

 

Według obecnych standardów ratowniczych wykonujemy 30 uciśnięć klatki i dwa wdechy. Jeżeli nie mamy przy sobie jakiejkolwiek maseczki do prowadzenia bezpiecznych wdechów mamy prawo wykonywać tylko uciśnięcia klatki piersiowej co jest znacznie lepsze od nie robienia nic.

 

Nawet nieporadna resuscytacja jest lepsza niż żadna (Nie martw się, że może połamiesz komuś żebra. Z dwojga złego, zawsze lepiej jest być żywym z połamanymi żebrami niż odwrotnie).

 

Nasz kumpel Vinni Johnes (jeden z największych twardzieli w historii sportu), zademonstruje jak to się robi:

tutaj znajdziesz listę piosenek, które pomogą Tobie zachować odpowiedni rytm.

 

ZAPAMIĘTAJ:

  • Wzywasz pomoc
  • Rozpoczynasz RKO
  • Prowadzisz RKO bez przerwy aż do przyjazdu ratowników

 

Jak wezwać pomoc

W każdym przypadku możemy (mając telefon w zasięgu sieci) zadzwonić na numer 999 lub 112 dostępny także w pozostałych krajach Unii Europejskiej, dlatego zawsze miej przy sobie telefon.

 

Jeżeli jesteśmy na stoku, na którym służbę pełni GOPR lub TOPR możemy powiadomić ich bezpośrednio dzwoniąc pod numer 601 100 300 lub 985.

 

Przedstawiamy się i informujemy koordynatora gdzie dokładnie się znajdujemy (ośrodek narciarski, numer nartostrady oraz w pobliżu czego się znajdujemy np. numer podpory kolei lub nazwę baru, punkty charakterystyczne itp.) to znacznie skróci czas przybycia ratowników,  co się stało, ilu jest poszkodowanych i w jakim są stanie wg naszej oceny.

 

Zapewne otrzymamy jeszcze kilka pytań w celu dokładnego ustalenia jakie służby należy do nas wysłać, więc nigdy nie kończymy połączenia, jeżeli koordynator sam o tym nie zdecyduje, gdy uzna, że już posiada wszystkie potrzebne informacje.

 

Osoba po drugiej stronie to wykwalifikowany ratownik wiec możemy liczyć na instrukcje z jego strony jak postępować w zastanej sytuacji do czasu przybycia ratowników.

 

Świetnym sposobem na wezwanie pomocy jest użycie aplikacji „Ratunek”. To narzędzie, które pozwala w prosty sposób (trzy kliknięcia) wezwać pomoc z automatycznym przesłaniem dokładnego naszego położenia GPS. Polecam zainstalowanie każdemu kto przebywa w górach lub nad wodą uprawiając jakąkolwiek dyscyplinę sportu.

 

Pamiętajmy jednak, że nie każdy ośrodek narciarski jest zabezpieczany przez GOPR lub TOPR bo w myśl ustawy o ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich za bezpieczeństwo na ośrodku narciarskim odpowiada jego właściciel i on ma możliwość zlecenia tego zadania dla GOPR lub TOPR lub też innym podmiotom zatrudniającym ratowników narciarskich, jak również samemu zatrudnić ratowników narciarskich.

 

Jeżeli nie wiemy kto prowadzi ratownictwo na danym ośrodku po prostu albo dzwonimy na 112 albo jeżeli jest więcej osób możemy również wysłać kogoś wolnego, a chcącego pomóc, aby zjechał do najbliżej kasy, stacji wyciągu lub dyżurki i powiadomił obsługę ośrodka lub ratownika o wypadku.

 

 

Jak zmniejszyć ryzyko wypadku?

Wykorzystajcie dobrze okres letni na zbudowanie formy do sezonu zimowego to zawsze procentuje. Silne mięśnie i dobra kondycja mogą uchronić nas przed kontuzją. W okresie letnim trenerzy Nartomaniaka prowadzą regularnie treningi, których celem jest właśnie odpowiednie przygotowanie do sezonu.

 

Możesz też skorzystać z tych prostych zestawów ćwiczeń i trenować w domowym zaciszu:

 

Kilka słów na koniec

Pamiętajmy, że na stoku nie jesteśmy sami i miejmy ograniczone zaufanie do innych narciarzy oraz przestrzegajmy Dekalogu FIS.

 

Poprzedni sezon niestety skończył się przedwcześnie. Mam nadzieję, że kolejny będzie już normalny i będziemy mogli wszyscy bezpiecznie pod każdym względem korzystać w pełni z uroków sportu, który kochamy. Czego wszystkim Nartomaniakom życzę.

 

Krzysztof